PROLOG

30 listopada 2015


Cholera! Idąc ulicą wdepnęłam na gumę do żucia.

- Co się tak patrzycie!? – wrzeszczę do przyglądających się przechodniów.

- Mamo, to ta pani, która… - usłyszałam zza pleców.

- Tak, ona wygrała igrzyska, ale lepiej jednak przejdźmy na drugą stronę ulicy – powiedziała towarzysząca dziecku kobieta.

Ma jednak rację. Oto ja – Rue Latier. Mam siedemnaście lat. Pochodzę z dystryktu jedenastego. Wygrałam w siedemdziesiątych czwartych igrzyskach głodowych. Jak? Byłam sprytna. Podrzuciłam Katniss i innym uczestnikom trujące jagody, a oni byli na tyle głupi i beznadziejni, że je zjedli. Rue Latier, czyli „kolejna kapitolińska zdzira” – tak mnie nazywają. Mam ich jednak gdzieś. Po tym, jak była ta cała rebelia, w której Finnick nawoływał do walki, jako Kosogłos, zrozumiałam, że muszę uciec. Dobrze zrobiłam. Pozostałych zwycięzców zabito. Przeżyłam ja oraz Finnick, Brutus, Annie, Johanna i Enobaria. Zapomniałam o jednym… Beety. Do tego wrócę później. Było zamieszanie w związku z tym, że w siedemdziesiątych piątych igrzyskach nie mogła wziąć udział żadna kobieta z dystryktu dwunastego (żadna nie zwyciężyła), więc wybrali tą całą Prim, która według mnie była strasznie przerysowana. Nieważne. Idąc tak i myśląc, zauważyłam mojego przyrodniego brata.




- Percy debilu! – zwracam się do niego grzecznie.

- Rue, ty zdziro! – krzyczy, po czym przytulamy się do siebie. Trwając w tym uścisku, pytam:

- Co tutaj robisz? – odgarniam kosmyk z jego czoła.

- Miałem załatwić sprawę, dla naszego… tatusia – szepcze.

- Oh… rozumiem – odpowiadam, po czym nasze wargi spotykają się nawzajem. Namiętny pocałunek z bratem zawsze poprawia mi humor.

- O której będziesz w domu? – pytam.

- Nie wiem jeszcze.

- Wracam, do Bicusia, miłego interesu…

- Pozdrów Bicka sis.

Kiedy docieram do domu, ktoś już tam stoi.

- Kim ty…

- Cicho! Po prostu wpuść mnie do środka! – odzywa się olbrzym. Mam co do niego złe przeczucia, ale zapraszam go do domu.

- Rozgość się… - mówię.

- Zróbmy to szybko – przerywa mi, po czym całuje, niczym zwierzę pragnące zaczerpnięcia wody z pobliskiego źródła.

- No to się zabawimy! – krzyczy, po czym daje mi klapsa.

Kiedy jednak zaczyna ściągać ze mnie bluzkę, ktoś otwiera drzwi.

- Co do cholery!? – odzywa się dojrzały, męski głos. Teraz czuję się bezpieczna.

- Beety, ja tylko stałam na dworze, kiedy on… - tłumaczę się.

- Czego tu chcesz, ty stary zboczeńcu? – informatyk chyba się lekko zdenerwował.

- Yy… Cholibka! No ten, no ja jestem Hagrid i no ten no kurczę no stałem sobie, bo mam list, a mała mnie wpuściła.

- Jaki list? – zaciekawił się Beety.

- Kiedy Rue brała udział w igrzyskach, miała jedenaście, czy tam dwanaście lat. Poza tym, walczyliśmy z takim typkiem i było zamieszanie i no ten Albus wziął i kimnął, w sensie no ten, no umarł cholibka! – zapłakał Hagrid – ale chodzi o ten, Rue Latier została przyjęta do Hogwartu…Pięknie! Całe życie uciekałam przed szkołą, ale w końcu mnie dopadli.

3 komentarze

  1. BJUTIFUL! Mogę podkradnąć pomysł do mojego bloga? :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale to nie mój pomysł. Nie mogę przekazać praw autorskich etc.;(

      Usuń
    2. Ale Julfa... znamy się :) Można to jakoś załatwić :D

      Usuń

Szablon wykonany przez Tyler