PROLOG

30 listopada 2015

3 komentarze:

Cholera! Idąc ulicą wdepnęłam na gumę do żucia.

- Co się tak patrzycie!? – wrzeszczę do przyglądających się przechodniów.

- Mamo, to ta pani, która… - usłyszałam zza pleców.

- Tak, ona wygrała igrzyska, ale lepiej jednak przejdźmy na drugą stronę ulicy – powiedziała towarzysząca dziecku kobieta.

Ma jednak rację. Oto ja – Rue Latier. Mam siedemnaście lat. Pochodzę z dystryktu jedenastego. Wygrałam w siedemdziesiątych czwartych igrzyskach głodowych. Jak? Byłam sprytna. Podrzuciłam Katniss i innym uczestnikom trujące jagody, a oni byli na tyle głupi i beznadziejni, że je zjedli. Rue Latier, czyli „kolejna kapitolińska zdzira” – tak mnie nazywają. Mam ich jednak gdzieś. Po tym, jak była ta cała rebelia, w której Finnick nawoływał do walki, jako Kosogłos, zrozumiałam, że muszę uciec. Dobrze zrobiłam. Pozostałych zwycięzców zabito. Przeżyłam ja oraz Finnick, Brutus, Annie, Johanna i Enobaria. Zapomniałam o jednym… Beety. Do tego wrócę później. Było zamieszanie w związku z tym, że w siedemdziesiątych piątych igrzyskach nie mogła wziąć udział żadna kobieta z dystryktu dwunastego (żadna nie zwyciężyła), więc wybrali tą całą Prim, która według mnie była strasznie przerysowana. Nieważne. Idąc tak i myśląc, zauważyłam mojego przyrodniego brata.


Szablon wykonany przez Tyler